nasze akcje

1 GRUDNIA 2004 - Walka z AIDS pod Pręgierzem


Pierwszy dzień grudnia był wyjątkowo ciepły, dlatego wiele z nas porozpinało kurtki i płaszcze, w oczekiwaniu na rozpoczęcie całego wydarzenia, zaplanowanego na godzinę 14.00. Wśród pogawędek i śmiechów usiłowałyśmy ustalić na gorąco punkty programu. Wiedziałyśmy, że chcemy roz (...)


Pierwszy dzień grudnia był wyjątkowo ciepły, dlatego wiele z nas porozpinało kurtki i płaszcze, w oczekiwaniu na rozpoczęcie całego wydarzenia, zaplanowanego na godzinę 14.00. Wśród pogawędek i śmiechów usiłowałyśmy ustalić na gorąco punkty programu. Wiedziałyśmy, że chcemy rozdać ulotki oraz, na znak solidarności z nosicielami HIV i chorymi na AIDS, stworzyć żywą "czerwoną wstążkę", do której miałyśmy zaprosić przechodniów. W pobliżu kręciło się sporo dziennikarzy, było ich niewiele mniej niż nas. Spore zainteresowanie mediów naszą akcją, oraz rzeczowe pytania, jakie nam stawiano, pozwalają mieć nadzieję, że może jednak ludzie spod znaku tęczy zaczną być postrzegani poważnie, a nie jako materiał na sensacyjne doniesienia.

Pojawiło się też kilku członków młodzieżówki SDPL, udzielając nam politycznego i moralnego wsparcia. Główną grupę stanowiłyśmy my - 15 dziewczyn z KPH Wrocław. Niestety, zabrakło naszych "kapehetów". A szkoda, Panowie, straciliście niezłą akcję.

Parę minut po 14.00. głos Ewy przebił się ponad gwarem ogłaszając porządek działań i rozdzielając zadania. Większość wyruszyła w strategiczne punkty Rynku i okolic żeby rozdawać ulotki, przypinać czerwone wstążeczki i zapraszać przechodniów do przyłączenia się do naszej żywej wstążki. I tu czekało nas rozczarowanie.

Mimo wykorzystania całego naszego uroku osobistego do akcji włączyły się tylko cztery osoby z zewnątrz. Złośliwi mogą twierdzić, że w takim razie niewiele owego uroku było, ale ja się z nimi nie zgodzę. Byłyśmy urocze, naprawdę! Problem raczej tkwił w typowo polskim sposobie myślenia. Po co się włączać w jakąś akcję, która mnie nie dotyczy? Co ja z tego będę mieć? Ot, zwykła nieumiejętność spojrzenia dalej niż czubek własnego nosa...
Jednocześnie w pierwszym pytaniu widać kolejny powód, dla którego tak trudno było nam znaleźć współuczestników akcji. Nadal, niestety, znakomita większość ludzi uważa, że HIV to problem kogoś innego. Najbardziej przerażające jest to, że uważają tak również osoby potencjalnie aktywne seksualnie. Kiedy jakaś przytulona do siebie para stwierdziła, że ich ta kwestia nie dotyczy, to ręce mi opadły. Jeśli nie ich, to kogo? Wydaje się, że ludzie pozostają ślepi na problem dopóki on nie spadnie na nich samych lub kogoś z ich bliskich. Mówiąc prosto i brutalnie: budzą się dopiero jak otrzymają od losu porządnego kopniaka. Tyle, że wtedy na działania prewencyjne jest za późno.


Wracając jednak do samej akcji - wbrew trudnościom udało nam się utworzyć wstążkę i to dwukrotnie. Pierwszy raz - po rozdaniu ulotek. Składała się ona z około 20 osób i opletliśmy nią Pręgierz. Całe szczęście pan czyszczący owe wiekowe narzędzie kary okazał się na tyle miły, że przerwał pracę na kilka minut. Swoją drogą ustawianie ludzi z organizacji typu LGBT po to, by uświadamiali obywateli o walce z dżumą XX wieku tam, gdzie w średniowieczu karało się złoczyńców, zakrawa na paradoks. Wystarczy wspomnieć, że to właśnie pod Pręgierzem skazaniec doświadczał publicznego potępienia, jakie często dzisiaj dotyka wszystkich nieprzystających do normatywu. Co więcej, formując żywą wstążkę, a tym samym solidaryzując się osobami cierpiącymi na straszną nieuleczalną chorobę, zamieniliśmy na kilka chwil miejsce dawnej kaźni w miejsce nowej nadziei.

Druga wstążka powstała po zakończeniu "oficjalnej" części akcji. Utworzyłyśmy ją same, a w zasadzie wspomagane przez pewnego dżentelmena, który chyba nie bardzo wiedział, o co w tym wszystkim chodzi. Obie "kokardki" zostały starannie uwiecznione na kliszy przez Justynę i Dominikę, które wzięły na siebie trudy uganiania się z aparatami po czterech kondygnacjach DH "Feniks" i załatwiania z właścicielami stoisk dojścia do okna, z którego robiły nam zdjęcia.

Mimo iż akcja nie odniosła pełnego sukcesu, przez to, że niewielu przechodniów przyłączyło się do nas, miałyśmy po jej zakończeniu dobre nastroje. Istnieje nadzieja, że dzięki ulotkom udało nam się trafić przynajmniej do kilkunastu lub kilkudziesięciu ludzi. Może część z nich zastanowi się poważniej nad problematyką HIV i zrobi sobie badania. Z reakcji osób postronnych, czy też raczej z jej braku, powinniśmy wyciągnąć wnioski na przyszłość. Na własnej skórze przekonałyśmy się jak niski jest poziom świadomości społecznej w kwestiach "trudnych" oraz jak ciężko dotrzeć do naszych współobywateli. Mamy przed sobą ogromne zadanie, jeżeli chcemy zmienić sposób myślenia Polaków. Jednak jest to zadanie jak najbardziej wykonalne.

Budujący zaś jest fakt, że wrocławska KPH zaistniała w przestrzeni publicznej. Pojawiając się jednocześnie w prasie i "w tłumie", zmusiliśmy miasto do dostrzeżenia nas. Wyszliśmy z szafy i obyśmy nie pozwolili się do niej na powrót wepchnąć. Czego, w ramach nastroju przedświątecznego, wszystkim nam życzę...

Mewa

Czarno-białe zdjęcie w gazecie: uśmiechnięta młoda kobieta wpina komuś wstążeczkę w klapę. Zdjęcie jest nieostre, dlatego nie widać, że kobieta ma przypiętą do piersi miniaturową flagę. Wstążeczka jest czerwona, a flaga - tęczowa. Wrocławski oddział Kampanii Przeciw Homofonii prowadzi pod Pręgierzem akcję informacyjną z okazji Światowego Dnia Walki z AIDS.
ed
pokaż:  drzewo  listę
  komentuj

szukaj

menu

diagnostyka HIV i AIDS

nasz adres

Wrocław
ul. Piłsudskiego 95
(okok dworca PKP)

policja

jeśli byłeś ofiarą przestępstwa na tle swojej psychoseksualności, czujesz się szykanowany przez kogokolwiek i gdziekolwiek i nie wiesz co zrobić, zgłoś się do Michała - michalkph@interia.pl GG 5239745

psycholog gay friendly (prywatny)

Beata Ligsza
nr tel: 601141749
pomoc indywiduialna, terapia dla par, rodzin

pomoc przez internet:
www.epsychoterapia.pl

polecane

najnowsze teksty

najnowsze komentarze

kalendarium

generowano:
0.1649 s
Kampania Przeciw Homofobii - Wrocław